poniedziałek, 22 czerwca 2009

Mała Apokalipsa

Bóg Cię kocha! Szatan Cię miłuje! Człowiek jest rozchwytywany. Anioły, nerwowo zerkając w kartki z listą zakupów, depczą sobie po piętach. Wydają się odrobinę zdezorientowane. Maskując zmieszanie, próbują z emfazą wygłosić swe posłanie: urodzisz dzieciątko..... Ja też urodzę dzieciątko! I ja! I ja! A ja chcę jabłko! Dobry, Jezu!

Anioły upadłe aranżują tymczasem z zaplecza kolejne promocje nie z tej ziemi! Świeże, pachnące obietnicą nieba, zapakowane w wysokie stosy, płynące w pianach syntetycznych mydeł do podłóg, w szumie elektrycznych wózków: róże różańcowe, rycerze niepokalani, młodziankowie... Jezusie Nazareński!

Z megafonu dobiega głos. Ten głos. Jego głos. Wszystko zamiera, jak polane ciekłym azotem, córki Lota. Niedobrze. Brak klimatyzacji, kanalizacji i wody. Brak zasilania. Brak wyjść awaryjnych. Niedobrze. Brak dostaw. Brak personelu. Brak ochrony. Brak st...enu, brr...k ot......rrrrrrrrrrrrr ...........chh...... ...zz!

Daję słowo, że tak się to wszystko skończyło.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza